1 lipca 2016 - koniec ery Garrisona Keillora

Moje pierwsze spotkanie z Garrisonem Keillorem miało miejsce w 1996 roku. Mieliśmy w naszym radomskim mieszkaniu wolny pokój i zgłosiliśmy się jako tzw. "host family", żeby ugościć przez 3 miesiące ochotnika amerykańskiego Korpusu Pokoju. Przez ten czasy ochotnicy mieli okazję poznać polskie zwyczaje, jedzenie i korzystać z języka polskiego, którego uczyli się na porannych zajęciach. Tak poznałem Jima, który został moim przyjacielem, później świadkiem na ślubie i z którym od 20 lat cały czas regularnie się spotykamy online i w realu. To właśnie Jim dał mi w prezencie dwie kasety odcinkami Home Prairie Companion Garrisona Keillora, wśród których był ten zawierający klasyczną już opowieść o spotkaniu szambiarki i tradycyjnej parady powitalnej dla uczniów lokalnej szkoły (tzw. homecoming).

keil

Od tamtej pory jestem uzależniony, bo Keillor ze swoim głębokim, przyjaznym głosem jest esencją opowiadania historii. Jego opowieści o wyimaginowej mieścinie Lake Wobegon, "gdzie wszystkie kobiety są silne, wszyscy mężczyźni są przystojni, a wszystkie dzieci ponadprzeciętne" (właśnie tą frazą od kilkudziesięciu lat kończy swoje historie) przez 42 lata wrosły na stałe w amerykańską kulturę i stały się nieodłącznym jej elementem. Najbliższym odpowiednikiem w polskiej kulturze jaki mi przychodzi do głowy jest międzypokoleniowa seria Kocham Pana Panie Sułku, której słuchała moja mama, słucham ja, a teraz słucha mój 10-letni syn. Głos Keillora towarzyszył kilku pokoleniom Amerykanów od 1974 r. tak więc kiedy żegnał się 1 lipca z 18 tys. publicznością (i wielomilionową w stacjach radiowych i podkaście) podczas tego ostatniego występu zadzwonił do niego sam prezydent Stanów Zjednoczonych Barack Obama.

Kiedy już Keillor dopuścił go do głosu, ten podziękował mu za radiowe towarzystwo podczas jazdy samochodem, kiedy kursował między Chicago i Springfield, kiedy prowadził kampanie wyborcze, "słuchanie najnowszych doniesień z Minnessoty, co robią Dusty, Lefty i Guy Noir, sprawiało, że czułem się lepiej, dzięki Twojej audycji czułem się człowieczy. I to z pewnością nie było tylko moje odczucie. Mieliśmy szczęście, że byłeś z nami i będzie nam Cię brakowało" powiedział Barack Obama.

Właśnie ten element najbardziej mnie pociąga w audycjach Garrissona Keillora, a wysłuchałem ich kilkuset na przestrzeni 20 lat. To są proste, ludzkie, codzienne historie o miłości, umieraniu, przyjaźni, rodzinie, minnesockiej pogodzie, zwierzętach, polityce. Keillor swoim głosem i absolutnie niesamowitym darem opowiadania historii tworzy z nich pełną kolorów panoramę postaci, z których każda jest wielowymiarowa, wiarygodna, pełna życia, bo ma swoją długą historię, swoje przywary, no i jest bohaterem/bohaterką wobegońskich anegdot. Keillorowi jako pretekst wystarczy zbiór pomidorów i celny rzut brata największym i najbardziej dojrzałym wręcz rozpadającym się okazem prosto w tyłek siostry (ta historia jest znana pod tytułem "tomato butt") abyśmy zanurzyli się w tym pomidorowym klimacie po uszy i rżeli ze śmiechu jak stado dzikich koni galopujących po amerykańskiej prerii.


Photo by Evaldas Daugintis / Unsplash

Ta historia akurat jest bardziej slapstickowa, najbardziej cenne są natomiast u Keillora opowieści, w których tragedia i komedia spotykają się ze sobą i dopełniając nawzajem tworzą zachwycającą całość, jak chociażby ta tutaj z 2012 r., gdzie Keillor opowiada o starości i barierach politycznych, które tracą na znaczeniu przy okazji ludzkiego dotyku i piękna dojrzałego, kobiecego ciała.

Oprócz samych opowieści z Lake Wobegon jest w Prairie Home Companion mnóstwo muzyki w stylu Americana, są radiowe skecze z wykorzystaniem efektów dźwiękowych, są wiersze, od czasu do czasu interakcja z publicznością. To wspaniałe widowisko tworzy od ponad 40 lat rodzinną atmosferę ciepła, świetnej zabawy i daje możliwość zatrzymania się w czasie, żeby dostrzec te zwykłe ale jednocześnie piękne momenty w życiu, kiedy nabrzmiały sokiem pomidor ląduje na tyłku bliskiej nam osoby.

Garrison Keillor schodzi ze sceny ale całe szczęście tak jak inni wybitni artyści zostawia nam ogromną spuściznę nagrań, tekstów, a także i film "Ostatnia audycja" wyreżyserowany przez Roberta Altmana, między innymi z udzialem Meryl Streep, Robina Williamsa, Tommy Lee Jonesa i Kevina Kline'a. Ja będę do nich wracał regularnie.

Author

Comments