Przebrany za 2-tygodniowe wakacje w Radomiu

Uwielbiam Paula Mertona, tak więc polecam jego autobiografię "Only When I Laugh".

Pierwszy raz zetknąłem się z nim w Londynie w 1996 r. Na czas urlopu dziekańskiego wyjechałem do Londynu, gdzie zakochałem się w brytyjskiej komedii i BBC. Jednym z programów telewizyjnych na które się natknąłem było Have I Got News for You, gdzie Paul był stałym panelistą. HIGNFY stał się programem - instytucją, regularnie przyciąga wielomilionową widownię, bo doskonale komentuje bieżące wydarzenia.

Zadaniem panelistów w dwóch drużynach było m.in. uzupełnianie tytułów artykułów w gazetach. W jednym z pierwszych odcinków które oglądałem Merton dostał "I Made Thatcher ...." i kiedy dopowiedział "Swallow" było to dla mnie czymś w rodzaju objawienia. Okazało się, że w HIGNFY emitowanym w PUBLICZNEJ telewizji nie ma absolutnie żadnego szacunku dla jakichkolwiek autorytetów, a zwłaszcza dla Margaret Thatcher, jedzie się maksymalnie po bandzie, a sztuka komediowej improwizacji (tzw. ad lib) jest najwyższej, platynowej próby.

hignfy

Merton w takim środowisku znakomicie się odnalazł, bo od zawsze ciągnęło go do stand-upu, na scenę, do absurdu, celnych puent. Jak pisze w autobiografii "Only When I Laugh" pierwsze znaki, że jest zafascynowany sceną, żartem, slapstickiem pojawiły się, kiedy miał 4 i pół roku. Wtedy poszedł do cyrku Bertram Mills: " Kiedy zobaczyłem klownów po raz pierwszy wstrzymałem oddech, szczęka mi opadła, a oczy się rozszerzyły." "Tego wieczoru usłyszałem falę śmiechu i kiedy posmakuje się raz tej ekscytacji, ona zostaje w człowieku na zawsze. Od tego wieczoru, chciałem desperacko mieć w niej swój udział. Być na scenie, być w jej środku, być częścią kreatywnego ducha, który rozpala w ludziach śmiech. Właśnie tak chciałem żyć!" Tak więc jak na 4-latka, Paul miał już bardzo konkretnie sprecyzowaną ścieżkę kariery.

Caravans around a circus tent in the mountains
Photo by Ciocan Ciprian / Unsplash

Biografia Mertona to festiwal anegdot. Moja ulubiona jest z wczesnego okresu dzieciństwa. Ok. 10-letni Paul spacerował sobie po centrum londyńskiego Morden, kiedy zaczął wiać silny wiatr. Nagle zobaczył wylatujący zza rogu kapelusz, który ekspresowo toczył się po chodniku napędzany siłą wiatru. Paul spodziewał się, że za nim wyskoczy sam właściciel ale rzeczywistość solidnie podlana komedią okazała się lepsza. Za kapeluszem toczyła się ruda peruka. Dopiero za nią, na trzecim miejscu wypadł zza rogu gruby gość z czerwoną z wysiłku twarzą w pościgu za znacznie szybszymi rywalami. "Rozejrzałem się szybko, czy ktoś jeszcze widział tę scenę oprócz mnie, ale nie, byłem tam sam. Byłem we właściwym miejscu i właściwym czasie aby móc zaobserwować kilka sekund magii, której nigdy nie zapomniałem". Chyba każdy z nas pamięta taką scenę, gdzie komedia naturalnie wyłania się z tragedii, przeplata się ze slapstickiem, magią codziennego życia, dając tę unikalną mieszankę, która zostaje z nami na zawsze.

Paula od zawsze ciągnęło na scenę. Na wakacyjnych wyjazdach z rodziną. I w szkole, gdzie na zajęciach z literatury wykazywał się fantastycznym talentem językowym i ogromną wyobraźnią. Co niestety w kilku przypadkach oznaczało kłopoty. Jedną z nauczycielek była siostra zakonna, która była oburzona wypracowaniem Paula opowiadającym o jego przygodzie wakacyjnej kiedy to podczas pobytu na plaży statek kosmiczny porwał go na chwilę i zabrał na Księżyc. Ta uznała tę opowieść za herezję, a co gorsza, ponieważ koledzy za przykładem Paula zaczęli pisać podobne opowieści, za prowodyra absolutnie nieskrępowanej wyobraźni, która jak wiadomo według kościelnych urzędników prowadzi prosto do piekła. Siostra Galista przyczyniła się przez jakiś czas do zwiększenie i tak już głębokiej nieśmiałości Paula. Ale z drugiej strony on sam był niestrudzony w eksplorowaniu komedii, słuchał jej pasjami w radiu (legendarny The Goon Show ze Spikiem Milliganem), kupował płyty winylowe z nagraniami, chodził do kina na filmy Charlie Chaplina i Bustera Keatona, a w telewizji w wieku 12 lat (a był to rok 1969) odkrył Monty Pythona. Wiedział cały czas, że chce robić coś związanego z komedią i bardzo ważnym do tego krokiem było spotkanie bratniej duszy – Johna Irwina – z którym w szkole stworzyli fantastyczne szkolne komediowo improwizacyjny duet przez który koledzy spóźniali się na lekcje. Przyjaźń trwała i zaowocowała współpracą twórczą, Paul i John zaczęli pisać skecze i w 1981 wystąpili na festiwalu w Swansea i tak zaczęła się kariera sceniczna Paula.

Jednym z jego pierwszych sukcesów był skecz o policjancie bazujący na prawdziwej historii śledztwa w sprawie gangu narkotykowego. W efekcie tego dochodzenia zidentyfikowano dom w którym przechowywane były duże ilości narkotyków w tym LSD. Kiedy policja wkroczyła do domu w powietrzu unosił się pył LSD, a jeden z policjantów nawdychał się go na tyle, że doznał regularnego odjazdu. "Siedziałem po akcji w pubie z sierżantem Norrisem kiedy zauważyłem, że mój kufel z piwem staje się coraz większy" relacjonował poszkodowany w telewizji. Paul Merton zrobił z tego skecz Policeman on Acid w którym policjant zjada przez przypadek halucynogeny i relacjonuje swoje nieziemskie przygody w typowo policyjny sposób. Swój pierwszy występ z tym materiałem miał w słynnym londyńskim Comedy Store (gdzie od lat występuje regularnie) i był to fenomenalny sukces, bo skecz był fantastycznie dopracowany. "Po 35 minutach (od zjedzenia halucynogenu) siedziałem na pokładzie intergalaktycznego statku zmierzającego na planetę Zanussi. Wtedy zobaczyłem posterunkowego Parisha, który zbliżał się do mnie przebrany za dwutygodniowe wakacje w Radomiu." Później bohater zjada Parisha, spotyka się i całuje z Marilyn Monroe, która tak naprawdę okazuje się być złomiarzem z Peckham, aż wreszcie dopada go patrol pand, które aresztują go pod zarzutem zjedzenia Parisha. Widownia go pokochała, bo domagała się więcej, a ponieważ nie miał więcej przygotowanych skeczy, to opowiedział ten sam jeszcze raz. "Przyłączcie się do mnie jeżeli już znacie słowa. To był niesamowity moment w moim życiu. Miałem ogromne szczęście, że tak świetny występ przydarzył mi się na początku kariery."


Photo by Jordan Andrews / Unsplash

A później już było z górki. Występy w londyńskich klubach, pierwszy skecz show Stomping on the Cat dla Channel 4, występy na Edinburgh Fringe, aż wreszcie Merton dostał propozycję od Channel 4 swojego programu Comedy Wavelength, który cieszył się sporą popularnością, podobnie jak radiowy Big Fun Show. Ponieważ Paul był zajęty pisaniem do tych produkcji musiał odrzucić propozycje pisania skeczów do słynnego Spitting Image.

Paul dalej występuje w HIGNFY, jest autorem książek, m.in. o historii niemej komedii, autorem komediowego show Paul Merton The Series, bohaterem kilku dokumentalnych podróżniczych serii po Europie, Chinach i Indiach. I nieustannie uprawia impro ze swoimi przyjaciółmi: Mikiem McShanem, Lee Simpson, Richardem Vranchem i Suki Webster. Impro jest wielką miłością Paula i ta forma artystyczna kocha go z wzajemnością, czego można posłuchać m.in. we wspaniałej radiowej serii Masterson Inheritance.

A tu jeden z tych cudownie absurdalnych momentów z HIGNFY w wykonaniu Paula, czyli klasyczna już historia o borsuku.

Książka Paula zawiera nie tylko anegdoty ale także prezentuje ciekawy obraz tworzącej się w latach 80-tych alternatywnej sceny komediowej. Oprócz tego Paul opowiada o swoim życiu osobistym, zmaganiu się z depresją, związku z Sarą Parkinson, którą poślubił 3 miesiące przed jej śmiercią spowodowaną rakiem piersi.

Kilka lat później wziął ślub z Suki Webster, która jest też jego partnerką w Paul Merton Impro Chums. Jego autobiografia to pełna anegdot lektura, napisana przez fantastycznie utalentowanego aktora, komika, improwizatora, który wydaje się być przy tym ciepłym, sympatycznym facetem. Polecam!

Author

Comments